Poczułam jak oczy zaczynają mnie piec, ale nie mogłam się rozpłakać, zapewne mama kazała by mi wytłumaczyć tą sytuację. Ruszyłam w stronę salonu i usiadłam, w duchu modliłam się, żeby on nie siadał obok mnie. Ale nie zostałam wysłuchana. Po chwili poczułam jego rękę na moim udzie, w jednej sekundzie przypomniałam sobie tę najgorszą noc. Jego rękę jechała wyżej, nie wytrzymałam wstałam gwałtownie i wyszłam tak po prostu bez słowa.
Dopiero teraz, gdy byłam kilometr od jego domu zdałam sobie sprawę, że nie mam co ze sobą zrobić. Usiadłam na pobliskiej ławce i wsłuchiwałam się w cisze. Naglę poczułam czyjąś bliskość.
- Choć bym nie wiem w co się ubrała, ja i tak Cię poznam, bo jestem uzależniony od twojego ciała i widoku- powiedziała osoba siedząca obok, a ja spojrzałam na nią i zobaczyłam Maćka.
- Maciek- szepnęłam- co tu robisz?
- Biegam, ale zobaczyłam taką piękną dziewczynę i musiałem do niej podejść- uśmiechną się.- Co się stało?
- Nic nie ważne- już miałam wstawiać kiedy poczułam jak upadam na jego kolana.
- Dla mnie jest ważne, bo ty jesteś dla mnie ważna- powiedział i przytulił mnie do siebie- powiedz mi.
Kiedy zaczęłam mu opowiadać o kolacji i o sytuacji sprzed roku, on w cierpliwości mnie słuchał. Kiedy skończyłam Maciek spojrzał na mnie i po chwili musną delikatnie moje usta jakby bał się, że go odepchnę. Ja jednak pogłębiłam pocałunek i chciałam, żeby trwał wiecznie.
- Nie pozwolę Cię więcej skrzywdzić- wyszeptał mi do ucha.
- Kocham Cię- powiedziałam, a on kiedy to usłyszał podniósł mnie i zaczęliśmy się kręcić do o koła- Wariacie postaw mnie na ziemię, bo zwymiotuję.
- Jestem cholernie szczęśliwy!!!- gdy już mnie odstawił spojrzał ma mnie w taki sposób jakim nigdy na mnie nie patrzył. Uśmiechnęłam się do niego, a następnie wpadałam w jego objęcia.
- Chciałabym, żeby zawsze już tak było- szepnęłam.
- I będzie- zaśmiał się mój chłopak. Kiedy się od niego odsunęłam on spojrzał na mnie i powiedział- Proszę zapomnij o tym co było rok temu. Wiem, że to trudne, ale proszę.
- Ty nie wiesz co to znaczy być zgwałconą- krzyknęłam na niego nie wiem co we mnie wstąpiło. Rodzice wiedzą, że byłam zgwałcona, ale ja nie chciałam mówić przez kogo.
- Laura- szepną i chciał mnie przytulić.
- Nie dotykaj mnie!- krzyknęłam i ruszyłam w stronę domu. Gdy udało mi się otworzyć drzwi, zobaczyłam, że rodzice są już w domu.
- Laura co w Ciebie wstąpiło? Gdzieś ty w ogóle była?- zasypywała mnie pytaniami mama.
- Nie ważne- szepnęłam i udałam się na górę. Położyłam się na łóżku nic mnie nie obchodziło. Leżałam i płakałam, w pewnej chwili drzwi do mojego pokoju otworzyły się i stanął w nich Marcin z dwoma kubkami.
- Mam kakao, mam ciastka, tylko brakuje mi kogoś z kim mógłbym to zjeść i wypić- powiedział i po chwili znalazł się obok mnie - wiesz jeśli nie chcesz nie musisz mówić.
Ufałam mu więc powiedziałam wszystko. On się straszne wkurzył.
- Co on sobie myślał?! Zabije go!- krzyczał cichym szeptem.
- Marcin proszę...- szepnęłam- nie rób nic głupiego.
- Dlaczego nie powiedziałaś?
- Bałam się.
- Już dobrze- usiadł obok mnie- spróbuj zasnąć.
- Nie mogę ja dzisiaj kogoś bardzo zraniłam- szepnęłam i powiedziałam sytuację z Maćkiem choć wcale mnie o to nie prosił.
- Myślę, że powinnaś do niego jutro pójść- szepną i zaraz kazał mi iść spać.
Następnego dnia rano...
Kiedy wstałam była godzina jedenasta. Ubrałam się:
(bez kapelusza i okularów)
Po zjedzeniu śniadania, udałam się do studia, choć nie mieliśmy zajęć, poszłam tam, aby poprosić o dokumenty Maćka. Gdy już dowiedziałam się tego czego chciałam udałam się na przystanek autobusowy. Kiedy już wysiadłam i przeszłam sto metrów moim oczom ukazał się dom Maćka:
- Wow to nawet ja nie mam takiej chaty- szepnęłam do siebie. Kiedy zadzwoniłam do furtki usłyszałam głos starszej kobiety, przedstawiłam się i powiedziałam po co przyszłam, dopiero w tedy mnie wpuściła. Kiedy byłam już przy drzwiach one otworzyły się, a w nich ujrzałam starszą panią.
- Zaraz zawołam Maćka- powiedziała i za chwilę zawołała go. Chwilę po tym usłyszałam jak ktoś zbiega na dół.
- Hej przepraszam za najście- powiedziałam, widząc jego grymas na twarzy.
- Hej, nic się nie stało- powiedział, po czym zaprosił mnie gestem dłoni na górę.- Skąd wiedziałaś gdzie mieszkam?
- Ze studia- szepnęłam- chciałam Cię przeprosić.
- Ale nie masz za co...
- Właśnie mam, chciałeś mi pomóc, a ja zachowałam się ja dziecko- powiedziałam.
- Naprawdę nic się nie stało- powiedział i wciąż patrzył w komputer. Poczułam, że nie potrzebnie tu przychodziłam.
- Ja już lepiej pójdę- szepnęłam i wiedziałam, że i tak mnie nie usłyszy. Kiedy byłam już na dole i żegnałam się z gosposią mojego chłopaka. Usłyszałam jak ktoś leci ze schodów. Nagle staną przed mną, wziął za rękę i z powrotem zaciągną do swojego pokoju.
- Gdzie chciałaś pójść?- zapytał.
- Do domu- powiedziałam.
- Kocham Cię idiotko i nic po za tobą nie widzę- szepnął, gdy był blisko mnie.
- Nie jestem idiotką- oburzyłam się, ale zaraz uśmiechnęłam widząc jego wyraz twarzy - Kocham Cię
- No już lepiej- powiedział i pocałował mnie.Usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości i wiedziałam, że to jego komputer. Oderwałam się od jego ust i powiedziałam:
- Komputer Cię woła.
- Co? Nie, ja widzę jak coś innego mnie woła- spojrzałam na niego pytająco- twoje usta.
Kiedy wróciłam do domu nie miałam już siły na nic poszłam spać i tyle mnie widzieli.
Następny dzień...
Była ósma rano, a o jedenastej miałam iść z rodzicami do kościoła. Zjadłam śniadanie, poczytałam trochę, a kiedy spojrzałem znowu na zegarek była dziesiąta trzydzieści, jak oparzona wstałam i ubrałam się w:
I uczesałam w:
Gdy zeszłam na dół zauważyłam, że nikt jeszcze nie wstał. Było to dziwne, bo to zawsze oni darli się na mnie, że ja tak długo się zbieram. Zajrzałam do sypialni rodziców, nie było tam nikogo. Następny był pokój Marcina, tam również nie było nikogo. Kiedy się odwróciłam zobaczyłam moich rodziców, którzy z minami niecierpliwości czekali na mnie. Jak najszybciej udałam się do samochodu, po mszy pojechaliśmy do dziadków, normalka zawsze jeździmy do nich w niedzielę. Teraz miałam jednak jakieś dziwne przeczucie. Kiedy wchodziłam do mieszkania dziadków usłyszałam z salony głośnie,, sto lat: po moich policzkach zaczęły lecieć łzy.
Wieczorem przyszła cała moja paczka i świętowaliśmy moje urodziny w zaciszu mojego pokoju. To były jedne z najcudowniejszych urodzin jakie do tej pory przeżyłam i to dzięki wszystkim, których kocham.
Dzięki za piosenki. Dzięki za komentarze. Dzięki, że jesteście:*





2 komentarze:
Po prostu supcio;) pisz pisz dalej;*
Pozdrawiam Wiwi
suuuupeeer czekam na kolejny
Prześlij komentarz